Oz | Australia, travels | podróże

Mount Kosciuszko | Góra Kościuszki

Mount Kosciuszko

 

Most of us imagine Australia as a country with endless ocean and Beach, surfers and kangaroos but rarely with mountains.

However, OZ and its the highest mountain, Mount Kosciuszko (2228 meters above sea level), located in Snowy Mountains (named after Polish national hero Tadeusz Kosciuszko by its first conqueror, Polish alpinist Pawel Edmund Strzelecki) is a great alternative for climbing lovers.

We left Sydney on Friday evening and arrived at picturesque Lake Crackenback after 5 hours of driving towards southwest Australia.

The following day welcomed us with beautiful sunrise…

 

After breakfast and coffee we were ready to face up to our trip.

It takes 20 minutes by car to drive from Lake Cackenback to to Threddbo. Thredbo is ski resort in the Snowy Mountains is Australia’s premier year-round resort. During Winter time, it offers great slopes for skiers. During Summer time it provides trails for hikers and MTB riders.

Route to Mount Kosciuszko is devided into 2 parts. The first one follows from Threddbo to the ski station – you can go there either with paid chair-lift or on foot with steep trail (4km) and free ;)). The second part is a 6 kilometers long uphill track from ski-station to the summit.

Of course we have chosen the ‘difficult’ version and walked all the way up & down, leaving chair-lift for lazy tourists ;).

Walking path starts with very steep steps that after 15 minutes of climbing can make you quite tired! Later on, there is a gravel road, which due to the heat and draft became a real challenge for legs and shoes.

In the middle of the trail, all path signs (which are very rare anyway) disappear completely… Following my instinct only, I have decided to continue my way with stairs instead of gravel path.

This track is much more wild, so being afraid of snakes and other animals I have speeded up and started to ‘sing’ to scare them away (yes… I can’t sing at all ;))

Futher, this path crosses with MBT trail where bikers (or rather acrobats!) were jumping and doing stunts that were giving me goosebumps.
From here you can also see the ski station. Its view gave me an extra kick and pushed me to go faster.

At the top of it there is a Eagles Nest. The highest restaurant and bar in Australia, it has some of the best views in the country. With an amazing panoramic view over Snowy Mountains and Thredbo.

After little break, we have started to follow 6 kilometers track leading all the way up to the summit. It seemed to be moderate and less steep then the first part.

(The beginning wasn’t the nicest as we got attacked by the huge group of flies. Stubborn insects biting ankles and faces were a very oppressive during first kilometer, luckily later on they were less frequent)

Most of this trail is made from metal mesh to walk on top of it to not devastate grass and greenery underneath.

During climbing I have heard lots of differenf languages: Russian, German, Spanish and Polish… not much English (probably Australian’s prefer to lay down on the beach then burning calories in the mountains)

The last phase of the walk splits into to parts. First one follow to Mount Kosciuszko, second one is a 15km track thorugh Snowy Mountains which that day was also a route of Thriathlon competition. (I found out later that the competitors started off the race at 6 a.m. in the morning to swim 1 kilometer in local lake, cycle 100 km in hilly area and run all the way up to Mount Koscuszko and finish in Thredbo. The best ones have completed it in less then 8 hours! WOW!)

At this point, Mount Kosciuszko’s trail becomes more rocky and steep. Around 2 pm we have finally conquered out summit. The tireness after over 11 kilometers walk turned into pure happiness and satisfaction and the view was the best prize for eyes and soul.

After taking (not) enough pictures and sending messages to friends, the strong wind was a sign that it was a high time to go back.

Way back to ski-station was faster and the wind seemed to drive tricky flies off. Chair-lift’s was taking the last tired tourists down. But not us, who were walking down.

Legs on steep steps started to shake and me, I have almost landed all the way down on sleeky gravel road…

After 22 kilometers and 6 hours trip we came back to our start point in Threddbo.

We drove back to the hotel full of excitment and pride. Hungry as hunters we coudn’t wait for the dinner. Absolutely starving, we ordered starters, salads, main courses and wine to celebrate that day.

Once the waitress knew that we had just walked all the way up and down on foot to Mount Kosciuszko (which Ozzie people spell in very funny way ‘ koziosko’ that has not much in common with proper Polish pronouncation ;)), made her eyes big and was not amazed about our apetite any more.

The feast that night was definitely well deserved. I went to my bed tired but happy like a kid. While I was falling asleep I started to plan next mountain exhursions already, definitely I need to go back to Polish Tatry this Summer! Is anyone keen on it?! Let’s go! 🙂

Góra Kościuszko

Australię kojarzymy głównie z plażowaniem, surferami i kangurami, rzadko jednak z górami. Okazuje się, że najwyższy szczyt Góra Kościuszki (2228 m n. p. m.), położona w Górach Śnieżnych w paśmie Alp Australijskich, – (nazwana na cześć Tadeusza Kościuszki, przez jej pierwszego zdobywcę – polskiego alpinistę, Pawła Edmunda Strzeleckiego) jest ciekawą alternatywą dla miłośników wspinaczek górskich.

W piątek wieczorem po 5 godzinach drogi samochodem dojechaliśmy do uroczego miejsca nad Jeziorem,

Lake Caterbreak, położonego na terenie Parku Narodowego Kościuszki oddalonego ok 500 km na południowy-zachód od Sydney.

Nazajutrz poranek powitał nas pięknymi widokami o świcie…

 
Bo obfitym śniadaniu i kawie w hotelowej restauracji byliśmy gotowi zmierzyć się ze szczytem.

Podroż z Lake Catenberg do Threddbo (naszego punktu startowego) zajęła nam 20 minut.

Thredbo to zimowa stolica Australii (podobnie jak Zakopane), oferująca ponad 30 km tras dla narciarzy zima, latem zaś miejsce to przeobraża sie w prawdziwą mekkę dla górskich rowerzystów i pieszych turystów.

Trasa na Górę Kościuszki podzielona jest na dwa etapy: pierwszy – wymaga dostania się z Threddbo na górę do stacji narciarskiej – wyciągiem krzesełkowym (płatne) bądź pieszo, 4 kilometrowym stromym podejściem (darmowo :)) oraz drugi etap – 6 kilometrowy górski szlak na sam szczyt.

Oczywiście wybraliśmy opcje trudniejsza decydując sie iść ‘z buta’ w obie strony, a wyciąg pozostawić leniwym turystom ;).

Piesza trasa rozpoczyna się stromymi schodami, które po 15 minutach potrafią porządnie zmęczyć. Następnie ścieżka wiedzie szutrowa drogą, której wysuszona powierzchnia ze względu na brak opadów i upały była wyzwaniem dla nóg i obuwia.

W połowie drogi oznaczenia na szlaku zniknęły (które pojawiały się do tej pory bardzo rzadko, co chyba świadczy o tym, ze Australijczycy rzadko chodzą po górach) i kierując sie wyłącznie mapką i instynktem zdecydowałam się iść dalej schodami, zamiast uciążliwą żwirową droga.

Obawiając się, że mogę natknąć się na węże, przyspieszyłam kroku, nucąc melodie pod nosem by odstraszyć zwierzynę (nie ukrywam, nie umiem śpiewać 😉 ).
W połowie moja droga przecięła trasę rowerzystów zjazdowych, skaczących na BMX-ach i wykonujących akrobacje przyprawiające o gęsią skórkę.

Z tego miejsca była widoczna stacje narciarska, którą chciałam zdobyć jak najszybciej. Na samej górze znajduje sie restauracja Eagle chwaląca się mianem najwyżej położonej w Australii. Z jej tarasu rozpościera się świetny widok na panoramę górską i Thredbo.

Po chwili odpoczynku przyszedł czas na wcześniej wspomniany 6 kilometrowy szlak na samą górę, który wydawał sie być znacznie bardziej łagodny niż podejście do stacji narciarskiej.

(Początek jednak nie należał do najprzyjemniejszych,  zostaliśmy zaatakowani przez chmarę much. Uciążliwe owady gryzące po kostkach i twarzy uprzykrzyły pierwszy kilometr drogi później było ich na szczęście znacznie mniej.)

Większość drogi prowadzi po metalowej kładce zamontowanej tak, aby nie stąpać i nie zniszczyć zielni.

Wędrując było słychać przeróżne języki: rosyjski, hiszpański, polski (2 razy!), najrzadziej zaś angielski (chyba Australijczycy wolą byczyć się na plaży aniżeli wyciskać siódme poty w górach).

W końcowym etapie trasa rozdziela się na dwie rożne drogi, pierwsza prowadzi na Górę Kościuszki, druga zaś to 15 km szlak poprzez Góry Śnieżne, który tego dnia pokonywali triatloniści (jak później się okazało, zawodnicy rozpoczęli zawody o 6 rano, płynąc 1km w, następnie pokonując 100 km rowerem i biegnąc z podnóża gór na sam szczyt Kościuszki, skąd zbiegali do XXX. Najlepsi pokonują tę trasę w niespełna 8 godzin!)
Obierając właściwy szlak, tym razem skalisty bardziej stromy i kręty było widać szczyt coraz bliżej.
Około godziny 14 udało się zdobyć cel, w tym momencie (moje stosunkowo niewielkie) zmęczenie ponad 11km drogą przerodziło się w czystą radość i satysfakcję.


Widok zaś był wystarczającą nagrodą dla oczu i ducha 🙂
Po zrobieniu (nie)dostatecznej liczby zdjęć i wysłaniu wiadomości do znajomych porwisty wiatr dał do zrozumienia, że pora zawracać.
Droga powrotna do stacji narciarskiej zajęła oczywiście mniej czasu, a wiatr jakby przegonił muchy, których tym razem było mniej w miejscu gdzie wcześniej utrudniały przeprawę.
Czekało nas jeszcze zejście do Thredbo, nie korzystając z ostatniej szansy zamykającego się już tego dnia wyciągu narciarskiego, który zwoził ostatnich zmęczonych turystów.
Nogi na stromych schodach powoli zaczynały sie trząść, zaś na szutrowej drodze prawie zaliczyłam glebę na śliskim żwirze…

Nasza trasa dobiegła końca, po 22 kilometrach drogi i 6 godzinach byliśmy z powrotem w Thredbo.

Pełni wrażeń i dumni wróciliśmy do hotelu, nie mogąc doczekać się kolacji, którą zjedliśmy w miejscowej restauracji XXX. Głodni jak wilki zamówiliśmy przystawki, sałatki, dania główne oraz wino dla uczczenia naszej wyprawy. Kelnerka słysząc że przeszliśmy całą trasę pieszo z Thredbo na Górę Kościuszki (wymawianej zabawnie przez Australijczyków górą “kozyjosko”;)) złapała się za głowę i nie dziwiła się naszemu apetytowi, który zdecydowanie dopisywał tego wieczoru.

Uczta po takiej wyprawie to zdecydowoanie zasłużona nagrod. Zmęczona, lecz szczęśliwa niczym dziecko, padłam do łóżka. Zasypiając planowałam już w głowie kolejne wyprawy w góry, tego lata definitywnie muszę wrócić w ukochane Tatry! Ktoś chętny?! 🙂

 

 

3 thoughts on “Mount Kosciuszko | Góra Kościuszki”

  1. Ciekawe informacje na temat Góry Kościuszko
    Zapraszam na stronę mtkosciuszko.org.au. Znajdziesz tam sporo materiałów źródłowych po polsku i angielsku związanych ze zdobyciem Góry Kościuszki najwyższego szczytu Australii, jak również z jego zdobywcą Pawłem Edmundem de Strzeleckim.
    Sprawdź też tekstową mapę strony – spis wszystkich podstron w serwisie

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *