foodie guide | przewodnik smakosza, travels | podróże

The Grounds of Alexandria

Meet one of my favorite restaurants in Sydney.


LOCATION

The Grounds is located in the district, Alexandria. It combines a perfect mixture of design, delicious food and atmosphere that would make everyone happy there. If I had an opportunity I would visit this place as often as possible.

It is placed in renovated old warehouses. Despite the industrial location it has been designed in very easy-going, relaxingrural design. The place itself reminds a small country cottage. Walls covered with the old bricks and climber plants creates real homely atmosphere. Time stops here or at least passes much more slowly :).

INTERIOR & DESIGN

The area is divided into few different spaces. There are:
The Roastery (Great place for coffee lovers where you can discover carefully crafted coffee beans),

The Cafe (full of energy and life, created as an engaging and inspiring place for guests to reconnect with one another over a seasonally inspired menu and our freshly roasted coffee),

The Potting Shed (The Potting Shed is a lively place to meet, eat, drink, relax and chat your day and night away – with locally harvested produce, craft beers, great tasting wines and unique cocktails garnished with an abundance of fresh florals and greenery),

The Garden (Bursting with things to see, opening into a courtyard festooned with grapevines and greenery, garden beds of florals, vegetables, and herbs, and is home to our famous Kevin Bacon (the pig) and his friendly farm animal crew),

Bakery & Patisserie (the open plan kitchen allows guests to experience an inside look at the workings of bakers baking freshly made loaves and pastry chefs. The Bakery’s retail area has also expanded for guests to take The Grounds experience home, with signature goods like custom-made homewares, fresh baked delights, house-made jam, granola, and coffee roasted in-house).

Each of them is unique and placed in the little buildings that located along lovely paths surrounded with amazing flowers. In one of the small alley, there is also mini-market where you can buy locally grown fruits, honey, free-range eggs, etc.

In the center is located a beautifully designed patio with fountains and climber plants. Having food or drink and sitting there it is just a pleasure.

The Grounds are perfect for Breakfasts, Brunches and Lunches. It is open Monday-Sunday until 4 pm. During week days most of the clients are employees and businessmen working in nearby offices, while on the weekend place is fully packed with tourists and families spending time In lovely open-air area.

Another attraction of the place is The Grounds Market that holds every Saturday & Sunday. That way guests have a possibility to meet local farmers and buy interesting products from the stallholders.

Now more yummy part J…

FOOD

I had an opportunity to have food from this place 3 times during my stay in Sydney.

The first time, when we got the catering on set during work from this place and the green juice and octopus salad (ordered from The Cafe section) stole my heart. Intensive smell and taste of coffee couldn’t be better during that busy day of full-day shooting.

Another time I had an opportunity to explore The Grounds myself after castings. (In Alexandria there are many fashion companies Office due to relatively low rental rate In Sydney).
I have been to The Potting shed, having the flatfish, roasted potatoes for lunch and another day I got a salad made at Little poke spot, located just next to the central patio. I love this kind of places where you can pick and mix whatever you want. A wide section of wholegrains, fresh vegetables, pickles, meat. Everything prepared just in front of you!

PRICES

Sydney is unfortunately not the cheapest city for dining outside. But you should be aware that the citizens are one of the most health conscious people and the food in the restaurants is delicious and worth its price.

Below I have listed  only sample price list (for details follow the website or check out The Grounds by yourself!)

  • Breakfast: Toast, Muesli, Granola, Eggs 15-20$ AUSD
  • Brunch/Lunch > 20$ AUSD
  • Salads/Pizza 15-20$ AUSD
  • Freshly squeezed juice 8$ AUSD
  • Coffee 5$ AUSD
  • Bakery < 10$ AUSD

FOR WHO

Personally, The Grounds just can’t be better. Great venue, fresh food made with love that you can taste,. That is is the place that everyone will find something for himself.

  • Friends
  • Couples
  • Single
  • Families

Tym postem pragnę podzielić się z Wami jednym z moich ulubionych restauracji w Sydney.

LOKALIZACJA

Mowa o The Grounds położonym w dzielnicy Alexandria.  Miejsce to charakteryzuje się  wyjątkowym wyglądem, doskonałym jedzeniem i atmosferą, dzięki której można poczuć się jak w domu. Gdybym miała okazję, odwiedzałabym to miejsce jak najczęściej.

Pomimo industrialnej okolicy, to miejsce zostało stworzone w sielskiej atmosferze. Jest to swojego rodzaju mała wioska zagospodarowana na terenie starych pofabrycznych budynków. Ceglane mury oraz roślinne pnącza tworzą pozamiejski klimat . Czas się tutaj zatrzymał, a przynajmniej płynie tu znacznie wolniej.

WYSTRÓJ I ARANŻACJA

Cały teren jest podzielony na kilka osobnych miejsc/kafejek, są to:

The Roastery (Palarnia – wspaniałe miejsce dla miłośników kofeiny, gdzie można odkryć i zasmakować starannie wyselekcjonowane gatunki kawy)

The Potting Shed (miejsce pełne życia, idealne by coś zjeść, wypić lub po prostu poplotkować ze znajomymi – w ofercie można znaleźć dania na bazie lokalnych produktów, domowe piwa, smakowite wina oraz unikalne koktajle wzbogacone smakiem świeżych ziół i kwiatów )

The Garden (Ogród – oferuje szereg atrakcji wartych zobaczenia, winorośla, bogate kwietniki, sekcje świeżych ziół i warzyw, murowany piec, gdzie można zamówić świeżą pizzę, to także dom popularnej tutaj świnki Kevin Bacon.

Bakery & Patisserie (Piekarnia i cukiernia oparta na koncepcji ‘otwartej kuchni’, dzięki temu goście mogą zobaczyć na żywo piekarzy i cukierników skrupulatnie tworzących wypieki. Sekcja sprzedaży oferuje klientom szereg smakowitych produktów: ręcznie robione ciasta, ciasteczka, domowe marmolady, granolę oraz prażoną kawę. )

Każde z wyżej wymienionych miejsc jest położone w osobnych sekcjach/budyneczkach, wzdłuż uroczych alejek porośniętych piękną zielenią. Na jednej z uliczek znajduje się również mały ryneczek, gdzie można kupić świeże owoce, miód, jaja od szczęśliwych kur J

W samym centrum terenu The Grounds znajduje się również olbrzymie patio, pięknie zaaranżowane, z fontanną i fantastyczną zielenią. Jest to idealne miejsce na odpoczynek lub kawę z sąsiednich budek.

The Grounds to świetny pomysł na śniadanie, brunch, lunch na świeżym powietrzu. Jest otwarte 7 dni w tygodniu do godziny 16. W ciągu tygodnia większość klienteli to businessmani z okolicznych firm, w weekend zaś miejsce jest wypełnione po brzegi turystami i całymi rodzinami.

Dodatkową atrakcją jest The Ground Market (Targ The Grounds) otwarty w soboty i niedzielę. Wszyscy odwiedzający mają w ten sposób spotkać miejscowych rolników oraz kupić ciekawe produkty od wystawców i straganiarzy.

Pora na smakowitą część…


JEDZENIE

Miałam okazję być w tym miejscu kilka razy podczas mojego pobytu w Sydney.  Mimo, że pierwsze spotkanie było ‘na wynos’ (jedząc lunch zamówiony na plan podczas pracy). Świeżo wyciskany zielony sok o raz sałatka z ośmiornicą skradły mi serce, a intensywny zapach oraz smak kawy nie mógł być rozbudzić w lepszy sposób podczas całodniowej sesji.

Zachęcona cateringiem musiałam osobiście okryć to miejsce. Zazwyczaj zatrzymywałam się tam w przerwie między castingami (jako że Aleksandria to dzielnica wielu firm, również branży modowej, ze względu na stosunkowo niski czynsz).

Udało mi się zjeść lunch w The Potting Shed – świeżo grillowaną flądrę, z pieczonymi ziemniakami; za drugim razem zaś skomponowałam własną sałatkę z „The Gardens”. Uwielbiam tego typu miejsca, gdzie można samemu skomponować sobie posiłek, szeroki wybór wieloziarnistych produktów, kasz, warzyw, pikli oraz mięs świeżo przygotowywanych na Twoich oczach.

Miejsce The Cafe – jest zawsze wypełnione po brzegi, kelnerzy dwoją się i troją by obsłużyć wszystkich klientów chcących zjeść lunch wewnątrz kafejki oraz baryści szykujących w pocie czoła kawę na wynos.

CENY

Sydney nie jest niestety tani miastem i jedzenie na mieście jest dosyć kosztowne. Jednak mieszkańcy należą grupy ludzi zdecydowanie świadomych zdrowego odżywniania i jedzenie w restauracjach jest warte swojej ceny. Te w The Grounds nie odbiegają od innych kafejek/restauracji.

Poniżej przedstawiłam jedynie ceny orientacyjne (aby dowiedzieć się więcej, sprawdźcie je na oficjalnej stronie The Grounds lub po prostu odwiedźcie to miejsce!)

  • Śniadanie: Tost/Muesli/Granola/Jaja 15-20$ AUSD
  • Brunch/Lunch powyżej 20$ AUSD
  • Sałatki/Pizza 15-20$AUSD
  • Średniej wielkości świeży sok 8$ AUSD
  • Kawa 5$ AUD
  • Pieczywo/Ciastka Poniżej 10$ AUD

DLA KOGO

The Grounds tętni życiem, w miejscach tego typu zawsze czuję się najlepiej. Wystrój który zapada w pamięć, świeże jedzenie przygotowywane z sercem, w którym można się rozsmakować. Zdecydowanie każdy znajdzie tam coś dla siebie.

  • Dla znajomych
  • Dla par
  • Dla Ciebie
  • Dla rodzin
Oz | Australia, travels | podróże

Friday the 13th | Piątek trzynastego

Friday the 13th

Packing my luggage to Sydney wasn’t an easy one. First time since a very long time I had completely no idea what to bring with me. That time of the year in Poland (in Lodz) was absolutely freezing (with temperature outside -15 degrees Celcius and below -20 during night)! Middle of winter but at the same time weather forecast predicted in Australia over +30 degress Celcius.
I had been waiting for this travel very excited and unaware of anything, the only thing I knew for sure was that it would be very long one…!
Travel from home to Warsaw(Frederic Chopin) Airport (2 hours), check-in for flight to London (2 hours), flight to London (2 hours), waiting at Heathrow Airport for my connection (4,5 hours), flight London-Singapore (13 hours), fuel tanking there (2 hours), flight Singapore – Sydney (another 8 hours), baggage claim and drive to my apartment in Australia (1,5 hours)… It took me 35 hours door-to-door to reach my destination!
I left home at 11 am on Wednesday and arrived in Sydney at 7.30 am on Friday (Australian’s local time)… Sounds crazy, and it was, but somehow (still don’t know HOW) I have managed to make it. Probably now almost no flight will be a challenge for me at all 😉
All passengers were stopped at customs to fill arrival declaration. It was quite quick and easy to come through it and the customs officer put a stamp in my passport with a big smile, saying ‘Welcome to Australia!’.
After arrival there the weather welcomed me in a very humid and tropical way – completely opposite to that one I left behind me in Warsaw.
The agency’s driver (Chattz) was waiting for me to pick me up and drive me to the apartment in Double Bay (district of Sydney) where I lived during my stay.
Since the very beginning, me and Chattz got a good contact and we became soon very good friends (and traveling companions 😉 ).
After quick shower, I jumped into the car again to say hello to my Australian agency Chic Management. Their office located in a very beautiful Jersey Road, with a lovely yard surrounded by palm-trees makes the impression! 🙂
Later on, I needed to setup myself and buy a basic model toolkit for following weeks: sim card and public transport card (opal card), pocket money (how surprised I was when I saw Australian’s banknotes! They are plastic. Yes, plastic! Apparently many people are going for a morning swim in the ocean with few $$ in the pocket of their swimmers so later they are able to pay for coffee with them in unchanged condition, not wet even! That’s a smart thing! :))

Ok, all duties had been done so now I could start to enjoy my first weekend on this side of the world.
We went with Chattz for lunch to Cafe Paris, little bar/cafe at the main street of Bondi (more information you will find here). This is a local restaurant which offers freshly pressed juices, smoothies, and healthy meal options. That was my first time dining in Sydney and I remembered it very positively. Amazing food, made with local ingredients, whole grains, eggs, fishes, meat, veggies, whatever your [hungry] soul could ask for.  That time, I knew at once that Australia will be a very yummy place!

After kick of energy, we went for a little stroll around the neighborhood – Bondi. It’s a district there which has one of the most popular Beaches – Bondi Beach. Time passes there much slower and its local residents seem to have a very chilled lifestyle, wearing only swimwears, often barefoot, saying cheerfully ‘Hi’ to each other are a very lucky people for someone like me who observes taken straight from the airport. The coastline itself looks amazing as well, with wide sandy beach and huge waves make a perfect combination for Australians, tourists, and ubiquitous surfers.

The only disadvantage of this spot is the crowd – because of the holiday Bondi Beach was completely full. So to make my day even more adventurous we have decided to escape the city and head to another beach outside of Sydney (you would say that I have only arrived and I am gone already, haha). So the decision was easy, I got my bikini and flip flops ready and we went by car out of the city!

At 2 pm we arrived at PLAZA – that was amazing! Almost no people, beautiful breeze and that heat that wasn’t imaginable yet 2 days ago in Poland. All these little things were happening on Friday the 13th, I would have never expected better day than that. Now, none can tell me that 13 is an unlucky number ;). My the only dilemma was the fact that I felt very palely in comparison to all tourists on the beach.

We have spent there a couple of hours, sunbathing and having a swim in the ocean. Afterall sun got me a bit tired and the jet lag started to take control over me so even though, it was only 5 pm I felt very groggy and tired. On the way home I was struggling with a sleep but I accepted the prompting of dinner and we went for food – to Bondi’s Beest – a fish restaurant located a Hall Street (main street of Bondi), very close to the Cafe Paris we had been that day for lunch.

Bondi’s Best’s menu offers a wide selection of light appetizers, sushi, fish, shrimps… I love seafood, I could it eat every day, I wish it was more available in Poland.

I ordered sashimi salad with raw tuna, salmon, butterfish and seaweeds – it looked and tasted very fresh and tastily, so did the grilled snapper ordered for the main course.

That feast was a perfect end of a long day (and even longer trip) behind me. At night,  I was going to sleep exhausted but probably even more excited that everything had happened exactly on Friday the 13th – what made me even more excited and hungry about discovering Australia.

Piątek trzynastego

Pakując się do Sydney, pierwszy raz od dawna nie miałam zielonego pojęcia co powinnam spakować do walizki. Za oknem w Polsce (w Łodzi) panował siarczysty mróz -15 stopni w ciągu dnia, poniżej -20 w nocy, styczeń, środek zimy… zaś prognoza pogody w Australii pokazywała +30 stopni ciepła.

W kompletnej niewiedzy i ekscytacji czekałam na tę podróż, o której jedyne, co wiedziałam na pewno, to, to że będzie ona długa…


Licząc dojazd pociągiem z domu  na Okęcie (2 godziny), odprawę przed lotem do Londynu (2 godziny), lot do Londynu (2 godziny), czas oczekiwania na samolot do Sydney (4,5 godziny), lot z Londynu do Singapuru (13 godzin) , śródlądowanie oraz tankownie samolotu w Singapurze (2 godzin) i ostatni etap z Singapuru do Sydney (8 godzin) + dojazd z lotniska do apartamentu (1,5 godzin)
Spędziłam 35 godzin w podroży. Wychodząc z domu w środę o godzinie 11, dotarłam do drzwi mieszkania w Sydney o 7.30 rano w piątek. Patrząc z perspektywy czasu, nie wiem jak tego dokonałam, ale jedno jest pewne – teraz żaden lot nie będzie dla mnie wyzwaniem ;).

Po wylądowaniu w Sydney, pasażerowie musieli wypełnić wniosek dotyczący przyjazdu. Sama odprawa na lotnisku przebiegła zaś bardzo sprawnie. Celniczka bez żadnego problemu odebrała potrzebne dokumenty, wbijając pieczątkę do paszportu z uśmiechem na twarzy, mówiąc „Welcome to Australia”…

Na dworze przywitała mnie parna, duszna aura. Czuć było tropikalne powietrze i pełnię lata – zupełne przeciwueństwo tego, co zostawiłam za sobą na lotnisku w Warszawie.

Na lotnisku czekał na mnie driver z agencji – Chattz (z którym od razu znalazłam wspólny język i jak okazało się niebawem, stał się świetnym kompanem poźniejszych podróży), który zabrał mnie do apartamentu, w dzielnicy Double Bay, gdzie miałam mieszkać podczas mego pobytu w Sydney.

Po szybkiej toalecie i odświeżeniu się, pojechaliśmy do agencji by przywitać się z bookerami. Agencja Chic Management reprezentująca mnie w Australii mieści się w dzielnicy Woolhara, przy Jersey Road. Biuro – cudownie położone wśród zieleni, z pięknym podwórkiem – zrobiło wrażenie.
Po przywitaniu z agencją, Chattz pomógł mi przy zorganizowaniu karty SIM, karty OPAL na publiczny transport (o tym więcej tutaj), wypłaceniu kieszonkowego w banku (okazało się że pieniądze w Australii są plastikowe! Tak, mieszkańcy bardzo często po porannej kąpieli na plaży z banknotami w kieszonce swoich kąpielówek, mogą bez problemu udać się do kawiarenki i zapłacić za swoje zamówienie pieniędzmi w nienaruszonym stanie ;)).

Po załatwieniu formalności, przyszedł czas na lunch. Cafe Paris, lokalna knajpka położona na Hall street w Bondi Beach, serwująca smoothies, świeżo wyciskane soki oraz ciekawe propozycje na śniadanie i lunch. W menu m.in..: jajka w każdej postaci (smażone, gotowane, holenderskie), dużo sałatek, potraw na bazie wieloziarnistych produktów, dania lekkie i pożywne..

Pierwsze spotkanie z jedzeniem na mieście wspominam bardzo smacznie. Australijczycy zdecydowanie mają dużą świadomość zdrowego odżywania i nietrudno znaleźć fajne miejsce na kawę lub małe co nieco w ciągu dnia

Po dawce energii, przyszedł czas na zwiedzanie okolicy – Bondi, to jedna z dzielnic Sydney, która posiada najsłynniejszą plażę w mieście Bondi Beach. Od razu dało się odczuć, że czas płynie tu wolniej, lokalni mieszkańcy o tej porze roku ubrani jedynie w strój kąpielowy, chodzą boso i radośnie wołają „Hello”, zaś sama plaża położona na wschodnim wybrzeżu zapewnia niezapomniane wschody słońca (osobny artykuł o Bondi Beach).

Żeby urozmaicić ten dzień jeszcze bardziej, zdecydowaliśmy z Chattzem wybrać się poza miasto (ponieważ lokalna plaża z minuty na minutę zapełniała się mieszkańcami oraz turystami korzystającymi z pełni lata i wakacji (trwających w Australii do końca Stycznia).

Po godzinie 14 udało nam się dojechać na miejsce – PLAŻA . Położona na południe od Sydney, uboczu autostrady ok. 60 km od Sydney powitała słońcem w pełni, niewielką ilością ludzi, morską bryzą i upalną temperaturą.

Aż trudno było mi uwierzyć, że jeszcze niespełna dwa dni temu byłam w Polsce,  ubrana “na cebulę” a teraz w samym bikini miałam okazję pierwszy raz w życiu wykąpać się w Pacyfiku. Nienajgorszy początek weekendu, a świadomość, że to wszystko działo się w piątek trzynastego, przyprawia mnie tym bardziej o uśmiech. Ktokolwiek wierzy w przesądy i pechowe “13” ten powinien w tym momencie przestać się ich bać :).

Jedyną moją rozterką był fakt, że porównując się z niemal każdym na plaży, czułam się BLADO.

Po kilku godzinnym plażowaniu przyszła była na powrót do miasta – mój jetlag zaczął wdawać się we znaki i pomimo wczesnej pory, po godzinie 17 czułam się półprzytomna… W samochodzie. w drodze powrotnej walczyłam ze snem, ale uległam namowie, aby pójść jeszcze na kolację.

Tym razem naszym celem padła rybna restauracja Bondi’s Best.
Bondi’s Best położona jest na tej samej alejce Bondi, co Paris Cafe, tuż przy Hall Street.

Menu bogate w lekkie przystawki, ryby, sushi, krewetki, ostrygi. Uwielbiam owoce morza, mogłabym je jeść codziennie, żałuję bardzo, ze w Polsce tak ciężko je dostać. Dlatego zawsze mając okazje zjeść świeżą rybę w takim miejscu, wybór jest dla mnie prosty.

Zamówiona przeze mnie sałatka sashimi, z tuńczykiem, ryba maślana i łososiem, i algami morskim kusiła wyglądem, podobnie jak grillowany Red Snapper na danie główne (który z przygodami – pomylonym zamówieniem – ostatecznie trafił na nasz stolik).

Uczta była przypieczętowaniem tego długiego dnia i jeszcze dłuższej podroży. Wieczorem, po kolacji, kładąc się spać byłam niezmiernie zmęczona ale świadomość, że to wszystko wydarzyło się w piątek 13 nastego szybko pozwoliła mi zapomnieć o ciężkiej podróży i wzbudziła we mnie chęć odkrycia Australii jeszcze bardziej ;)…