Poland | Polska, travels | podróże

RYSY – On top of POLAND! | Rysy – Na szczycie POLSKI!

Friday, August 11th, alarm clock at 3 a.m. and departure at 3.30 a.m. from Szczawnica towards Polish Tatras. This is how the adventure of climbing the Rysy – the highest Polish mountain in the crest of the High Tatras.

Altogether, me, my brother and cousin, we started our trip at 4.40 a.m., in complete darkness, from Lysa Polana. The first phase of the tour is 9-kilometres long uphill asphaltic road to Morskie Oko. In the very beginning it was lightened up only by the moonlight. After 5 a.m. it was already light outdoor after sunrise.

We have walked through the shortcuts so we gained about 1 kilometers in total. Exactly at 6 a.m., we were already at Morskie Oko (the largest and fourth deepest lake in the Tarta Mountains. It is located deep within The Tatra National Park). Just before the shelter, we have met a herd of 6 roes! The driver of passing by truck was amazed the same as us, so he also stopped to record the video.

I have been in Tatry many, many times but I have never experienced such a view at Morskie Oko before. Almost no people, calmness, fresh air altogether, made a big impression on me. We had absolutely perfect conditions and surrounding to have breakfast there and enjoy this view. After a little break at 6.30 a.m. we left Morskie Oko to continue our hike. We had almost 55 mins ahead towards Czarny Staw marked on the map, but we walked it in only 30 minutes, so (again exactly) at 7 a.m. we were already there.

The ‘easiest’ part of the trip was done, the hard one was still awaiting for us. We had a real challenge ahead. After passing Czarny Staw, the trail was getting more and steeper. The rocks were much bigger and the area became rougher. Surrounding plants were changing as well, moss, mountain pine, disappeared soon, leaving only rocky area around.

Track to Rysy is one of the most demanding in Polish Tatry. It is not a trip for the beginners. Being in shape and having proper hiking shoes are needed. We have passed by some tourists on the way up, also one girl walking down. We asked her whether had she been already on the summit, she answered “never mind, it is a shame….” (was not the most optimistic thing we could hear that moment).
In the halfway temperature changed. It cooled down and the wind started to blow stronger. Luckily there were almost no cloud on the sky, so the visibility over the mountains was incredible! Climbing higher and higher, the rocky blocks have changed into the rubble, which is very fallacious and may cause deflecting the right track, especially in the fog! Also us, having such a good weather condition, we lost the path 2-3 times. I can’t believe how tricky it must be during the winter or dense fog!

Climbing up, we have met some people on the track. Some of them were already going down from the top. Apart from the views and nature in mountains, I love the fact that everyone is very helpful and polite to each other. Simple ‘Hi’, ‘Hello’ motivates easily. Also, very often people talk and share their experience between each other, with completely new met people. I have the impression that this kind of ‘magic’ happens only up there, in mountains, kindness met on the track sometimes is tricky to find in everyday life.

The last phase of the hike is over 1 hour uphill walk towards the summit over an almost vertical rocky wall. Lots of coordinance and agility abilities are needed. Most of it secured with the iron chains that you should use to help yourself.Seeing our goal we were walking faster and more powerful towards the summit. So finally at 10.00

Seeing our goal we were walking faster and more powerful towards the summit. So finally at 10.00 a.m. we stood up on the top of Rysy! 2499 meters above the sea level! Such a feeling! Such a view. Hard to describe them in one world. I was only upset that this is the end, and it is impossible to go any higher ;).

The panorama view of the mountains was breathtaking. It was possible to see every single mountain, valleys in both sides, Polish and Slovakian, of Tatras. With a beautiful scenery, we were able to have some break and food.

When we were ready to go down we couldn’t believe that at the same time 8-years old boy was about to conquer the summit. He was secured with ropes and attached to his dad, but nevertheless, he commanded respect among all the tourists.

Descending the mountain turned out to be more difficult than expected (at least for me). Anyway, I always thought that going down is much more tricky than going uphill. It is easier to get injured. There were getting more and more tourists on the trail Everyone needed to share the track and chains. (Optimally it is to go down backward, so you keep most of body weight with arms and hands, only supporting with legs).

Having the hardest part of the trip behind us, we were able to enjoy the view this time fully lighted with sun. The beauty and comeliness of Morskie Oko and Czarny Staw were truly amazing.
We stopped over the shore of the lake. The color of crystalic-clear water was tempting us to have a swim… (Obviously, It is prohibited to do so, and we didn’t!). Enjoying the sunrays, fresh air and nature, we needed to go back to Lysa Polana and leave Rysy, Tatry, and more crowded Lakes behind us.

By the time we reached, Morskie Oko, it lost its charm seen that same day earlier in the morning, as there were lots of tours and people, screaming and spoiling the pureness. What is more the asphaltic road was totally crowded with tourists and hard working horses who were carrying [lazy] people (you can get to Morskie Oko with cart pulled by horses, but I would never do this. The effort of the animals is so big and is very drastic. I can’t understand people who decide to go there with them).

Walking very fast (almost running) we reached the end of the trip in Lysa Polana. We finished charged with positive energy, with over 26 kilometers in our legs. Once we sat down in the car to go back to Szczawnica we felt a relief and pride of ourselves.

Everything was perfect that day. There was nothing that we could regret that day, perfect conditions, views, weather.
Ok… The only thing we could have regretted was the sore muscles we felt for the following 4 days, waking up each day with stiffness in the new part of the legs, still reminding us of Polish Tatras and Rysy :).

Piątek 11 sierpnia, pobudka o 3 w nocy i wyjazd o 3.30 ze Szczawnicy w kierunku Tatr. Tak rozpoczęła się przygoda w polskich Tatrach i wyprawa na Rysy – najwyższy szczytu Polski.

Wraz z moim bratem i kumem o 4.40 ruszyliśmy w drogę w całkowitej ciemności z Łysej Polany. Pierwszy etap to 9 kilometrowa asfaltowa trasa pod górę prowadząca na Morskie Oko, z początku oświetlał nam ją jedynie księżyc. Po przejściu pierwszych kilometrów, zaczynało  świtać, a ostatecznie po godzinie 5 rozjaśniło się całkowicie, po wchodzie słońca.

Idąc nieco na skróty i przecinając drogę szlakiem przez las (zyskując około kilometr drogi), udało nam się być równo o 6:00 na Morskim Oku.  Tuż przed schroniskiem, dostrzegliśmy stado (6-ciu !) saren. Wzbudziły one także sensację u przejeżdżającego pracownika Tatrzańskiego Parku Narodowego, który zatrzymał samochód by nagrać wideo.

Byłam w Tatrach wiele razy, ale nigdy nie miałam takiego widoku na Morskie Oko jak tym razem. Brak ludzi, spokój oraz świeże powietrze zrobiło na mnie wrażenie. Mieliśmy idealne warunki, aby zjeść śniadanie napawając się widokiem Tatr. Po przerwie, równo o 6.30 zaczęliśmy iść na Czarny Staw pod Rysami, położony wg mapy o 55 minut drogi od Morskiego Oka. Nam udało się jednak przejść trasę w pół godziny i tak, (znów o pełnej godzinie) o 7.00 byliśmy już przy Stawie.

Najłatwiejszy, etap drogi mieliśmy za sobą. Przed nami czekało prawdziwe wyzwanie. Po obejściu Stawu, szlak prowadzący na Rysy zaczynał robić się coraz bardziej stromy i wymagający. Skały były  coraz większe, a otoczenie coraz bardziej surowe. Zmieniała się również roślinność, kosodrzewina, mech, wkrótce również zniknęły, a my wspinaliśmy się coraz wyżej.

Szlak na Rysy jest jednym z trudniejszych w Tatrach, nie jest to wyprawa dla początkujących osób. Należy mieć zdecydowanie kondycję oraz profesjonalne buty górskie. Bez tego ani rusz! Minęliśmy nawet jedną dziewczynę, która schodziła w dół. Zapytana przez nas czy była już na górze, odpowiedziała niezbyt entuzjastycznie  ‘szkoda gadać…’

Po przejściu około połowy drogi od Czarnego Stawu na sam szczyt, coraz niższa temperatura oraz większy wiatr dawały się we znaki. Na szczęście na niebie niemal nie było żadnych chmur, dzięki czemu widoczność była niesamowita. Idąc coraz wyżej, kamienne skały przemieniły się w rumowiska, na których łatwo się pogubić we mgle! My sami mając idealne warunki, zboczyliśmy ze szlaku 2-3 razy. Ciężko mi jest wyobrazić sobie wspinaczkę tam zimą lub przy gęstej mgle(!)

W tym czasie udało nam się dogonić kilku turystów wspinających się na Rysy, a także minąć kilka osób schodzących już ze szczytu. Bardzo lubię w górach to, jak wszyscy są otwarci i przyjaźnie nastawieni do siebie. Zwykłe ‘cześć’, ‘hej’ działa motywująco. Często też prowadzi się dłuższe rozmowy. Mam wrażenie, że takich ludzi nie spotyka się na co dzień, a właśnie tam, wysoko w górach…

Ostatni etap drogi to około godzinna trasa prowadząca po niemal pionowo nachylonej skale, którą pokonuje się przy użyciu łańcuchów. Bycie sprawnym i zwinnym zdecydowanie jest tu potrzebne! Widząc w końcu cel naszej wyprawy, wchodziliśmy jeszcze szybciej, aby ostatecznie stanąć na szczycie Rysów o punkt 10:00.! 2499 m n.p.m.!

 

Widoki oraz panorama Tatr zapierała dech w piersiach. Można było dostrzec niemal każdą górę zarówno na polskiej, jak i słowackiej części. Znaleźliśmy idealne miejsce na ‘piknik’ by zjeść i zregenerować siły.

Schodząc ze szczytu nie chcieliśmy dowierzać, że na Rysy wchodził właśnie 8-latek w towarzystwie swoich rodziców. Co prawda był on w pełni zabezpieczony, przyczepiony linami do ojca, ubrany w kask, niemniej jednak chłopak wzbudził duże poruszenie oraz szacunek wśród wszystkich!

Schodzenie okazało się być cięższe niż wchodzenie na samą górę. Zawsze byłam zdania, że jest to bardziej mozolne i trudniejsze niż wspinaczka. Co więcej dużo łatwiej o kontuzję. Wzmagający się ruch turystów na wymagał dzielenia się szlakiem oraz łańcuchami. (Najlepiej jest wchodzić tyłem, trzymając się mocno rękami łańcuchów, podpierając nogami.)

Udało nam się zejść z najbardziej stromego fragmentu trasy. Słońce tym razem oświetlało równomiernie stoki okolicznych gór, ukazując Czarny Staw oraz Morskie Oko w pełnej krasie. Nasz ostatni postój przed zejściem w dół zrobiliśmy sobie właśnie tuż nad brzegiem stawu. Woda miała niesamowity kolor, aż kusiła aby do niej wejść i popływać… (Niestety jest to jednak zabronione i kąpiele na terenie TPN są zakazane)

Pozostawiając za sobą Czarny Staw oraz Rysy w tyle schodziliśmy coraz niżej do Morskiego Oka, które nie było tym samym, widzianym przez nas rano. Tym razem zapełnione wycieczkami oraz turystami straciło swój urok widziany kilka godzin wcześniej.

Maszerując coraz żwawiej, schodząc, a niemal zbiegając do Łysej Polany zakończyliśmy naszą wycieczkę z 26 kilometrami na karku. Naładowani pozytywną energią, wsiedliśmy do samochodu by wrócić do Szczawnicy o 17:00. Pełne godziny nas prześladowały tego dnia ;), wszystko było idealne tego dnia. Nie było ani jednego momentu, w którym wahałabym się lub żałowałabym podczas tej wyprawy. No może, za wyjątkiem zakwasów, które czuliśmy jeszcze przez kolejne 4 dni, przypominające nam o Tatrach i Rysach ;).

2 thoughts on “RYSY – On top of POLAND! | Rysy – Na szczycie POLSKI!”

  1. I love Poland, I really do. I am British but I have lived in Bulgaria for several years and as you know Bulgaria in common with Poland was part of the former Eastern Block of Europe, I love your blog and I would be happy to send you some photos of Bulgaria for you to share with your readers.

    1. Hi,

      thank you for your comment.
      If you want to share some pictures please contact me through ‘contact’ section or on the official fb page! 🙂

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *